sobota, 28 lipca 2012

Mini-wyjazd

W niedzielę jadę nad jezioro. Na tydzień, więc jeśli coś napiszę to dopiero 5 sierpnia. Ma być niezła pogoda i mam zamiar się opalić. A o to bardzo trudno u mnie :-)

I plywać, duuużo pływać :-) I spacerować, i przejechać się po okolicy... I jeść gofry z bitą śmietaną i inne niezdrowe rzeczy, które smakują najlepiej tylko na wakacjach nad wodą. ;p
I obiecuję już nie denerwować łabędzi. Jeśli będą ..  :)

Plany na dziś:
pakowanie,
sprzątanie,
domowe SPA.

:)) Have a nice day!

piątek, 27 lipca 2012

Zielona teczka ;)

Dziś był ten dzień - dzień składania dokumentów :)
Obudziłam się po szóstej, usłyszałam dudniący o okno deszcz i pomyślałam "chrzanię, nie jadę"... Chwilę później dotarło do mnie, że nie mam wyboru. Zwlokłam się z łóżka, wyszykowałam i wszystko cacy. Gdy przyszedł moment szykowania się do wyjścia - butki założone i torba na ramieniu, poczułam, że miękną mi nogi. Nie wiem skąd te nerwy. Chyba związane były z kwestią czy wszystko mam, czy dobrze wypełnione... No nic, do auta i na dworzec. Spotkałam się z Przyszłą Lekarką i zacny skład TLK zawiózł nas do Łodzi. W drodze rozgadałyśmy się ładnie - Lekarko! zapomniałam Ci powiedzieć(;-)), ale facet przy drzwiach chował twarz za Faktem, ponieważ słuchał nas i się podśmiechiwał :PP. Ale tylko czasami :)
Łódź przywitała ładną pogodą. W słoneczny dzień to miasto wygląda o wiele lepiej. Przyjaźniej, przyjemniej... 
Z pociągu na tramwaj nr 9 i prosto na Hallera 1. To już odludzie. Mimo, że tylko 3-4 przystanki od Piotrkowskiej. Drzewa, szare budynki, kiosk, brudna ulica, jakiś urząd i budynki uniwersytetu. Chyba sama bym tam nie trafiła, gdyby nie wielki plakat 'Dział Rekrutacji' (czy jakoś tak) i potem kolejne strzałki i oznaczenia. I oczywiście rozwijająca się umiejętność orientacji w terenie mojej Przyszłej Lekarki :))
W środku kolejka na 1/3 korytarza, podobno nie jest zła i w miarę mała. Spoko, ustawiamy się w ogonku. Widzę mnóstwo zielonych i czerwonych teczek. Czasem jakaś biała. O co chodzi z tymi kolorami? Już wyjaśniam. Dla ułatwienia UMed zasugerował, żeby kandydaci przynosili dokumenty w teczkach w kolorach odpowiadających poszczególnym wydziałom. Lekarski miał białe, m.in. pigularstwo i położnictwo miało zielone. ;-) Przy rozmowie czas minął szybko i zanim się obejrzałam zostałam poproszona do pokoju. Bezcenne >> zdziwienie dziewczyny za biurkiem, że mam aż tyle punktów ;p Wszystko poszło sprawnie, dostałam skierowanie i ciao! ;) Do lekarza na miejscu się nie udało, bo jak zadzwoniłam do poleconego miejsca usłyszałam głos zafukanej pani, że dopiero po 16 i ona wogóle nie wie czy lekarz będzie. -.-'
Jakbym co najmniej oznajmiła jej przed chwilą, że ... nie wiem.. ale coś nieprzyjemnego ;/
Jak nie to nie - Amciu i spadamy :)
I koniec wyprawy :)

Ten pomnik-ławeczkę na Piotrkowskiej lubię najbardziej. :-) Włókniarze.

środa, 25 lipca 2012

Zakwalifikowana.

Zakwalifikowana na obydwa kierunki ;) Co wybieram, wiecie ;))
Czekałam i czekałam i wyczekałam wyników. W ktorymś momencie miałam manię naciskania klawisza F5 (laptopku mój kochany, przepraszam ;**) :)).
Nie czuję jakiejś wielkiej ekscytacji, bardziej ulgę.
Mam wrażenie, że poradzę sobie na tych studiach, a intuicja mi mówi, że to najlepszy wybór.


wtorek, 24 lipca 2012

W toku.

Jeszcze nie wiem czy się dostałam, ale zalatwiam wszystko. Na jakby co. Jutro, w zależności od wyniku badania na obecność przeciwciał anty HBs, będę mieć szczepienie. Domięśniowo - pewnie sama przyjemność. ;( Napisałam do jednego miejsca w Łodzi w sprawie badań lekarskich. Kombinuję gdzie iść do lekarza medycyny pracy, żeby załatwić wszystko szybko i bez zbednych komplikacji. Tak, żeby mieć w piątek wszystko z głowy i móc zacząć się pakować.  ;))

No bo dostanę się, prawda?????? ;(
Nie będzie żadnego błędu w systemie? Czy punkty...?

Wiem, że głupiutkie te moje niepokoje. :(

niedziela, 22 lipca 2012

Na zapas.

Zdecydowałam się jednak na położnictwo. Mam przeczucie, że to jest to. W środę są listy, ale myślę, że się dostanę. Mam bardzo dużo punktów z rekrutacji, a próg (nie wiem czy pierwszy czy drugi) w zeszłym roku był 62/200. Czyli jestem b. dużo ponad to, prawie trzykrotnie. Teraz na zapas szykuje dokumenty. Jestem w trakcie ściągania i drukowania podań o przyjęcie na studia, oznaczeń teczki i takich tam.. Na zapas. W niedziele wyjeżdżam na wakacje, więc będę musiała uwinąć się ze wszystkim do piątku. 


Wiem, że mogłabym się dostać z moimi punktami na analitykę medyczną lub biotechnologię, ale nie kręci mnie to.. ;-)

Co do mojego wyboru, już jedną niepochlebną opinię usłyszałam. Ale nie przejęłam się zupełnie. Głupia nie jestem i dam sobie radę! A co!

PS. Uwielbiam niemowlęta :) Takie kruszynki rozwrzeszczane ;p

środa, 18 lipca 2012

Einstein

Jak to miał rzec noblista: Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.
Potwierdzam.


Myślałam, że co do jednej rzeczy nic mnie nie zaskoczy.. że to takie oczywiste! A jednak. Można by usiąść i płakać. Ale nie zrobię tak. To mnie nie dotyczy. Włączam opcje ignor.


DOBRANOC!

'A właśnie że tak' Justyna Szymańska

Znowu będzie książka. :) I refleksja o marzeniach.

Z okładki: Historia czterech kobiet w różnym wieku, z których każda, w innym momencie swojego życia, staje przed decydującym wyborem: czy spełniać swoje marzenia, czy żyć jak wszyscy; realizować siebie, czy też postępować zgodnie z oczekiwaniami najbliższych.
Alina, Irena, Jolka i Klara - wiodą życie odmienne od tego, o jakim marzyły. Żona, wdowa, panna, rozwódka wchodzą w narzucone im przez społeczeństwo role i stereotypy. 

Sięgnęłam po tą ksiażkę z niechęcią (z braku laku- nie miałam co czytać to podebrałam mamie, a jak już zaczełam to skończę ;)). Z wyglądu typowe czytadło. Z treści w sumie też. No może nie aż tak typowe, bo skłania do zastanowienia się nad własnym życiem. Autorka w bardzo zabawny sposób opisała perypetie głównych bohaterek oraz osób z ich otoczenia, co spowodowało, że książkę pochłonęłam na dwa większe gryzy ;) Alina to typowa kura domowa, doskonała kucharka(!), żona Zenona z rodzaju tych co gotują i sprzątają w nylonowym fartuchu do pół łydki ;) W kółko, na okrągło sprzecza się z 'tym swoim', zawsze towarzyszy temu jedna śpiewka. Jej córką jest Jolka, kobieta trzydziestoparoletnia, wciąż mieszkająca z rodzicami. Zaręczona z niejakim Grześkiem. Boi się małżeństwa i tego, że powieli los swojej matki. Ma nudną pracę w nudnym biurze, z plotkującą i 'życzliwą' Beatą oraz tonącą w rozpaczy Klarą. Pragnie spełnić swoje marzenie o byciu fotografem, lecz każda porażka podcina jej skrzydła, tym samym oddalając jego realizację w czasie. Klara to rozwódka, mąż zostawił ją trzy lata temu i od tamtej pory kobieta nie może sobie z tym poradzić. Jest znerwicowana i wręcz nałogowo zażywa neospazminę. :) Nieudolnie próbuje odzyskać Adama. Czy może to wyjść jej na dobre? Najstarszą z bohaterek jest Irena. Wdowa z 15-letnim stażem, utwierdzona w przekonaniu, że jej życie się skończyło i teraz pozostała jej tylko rola babci oraz wścibskiej sąsiadki. :) Jednak serce odżywa, gdy na jej drodze pojawia się pan Roman- starszy pan, którego znakiem rozpoznawczym jest podręczna encyklopedia zdrowia (trzeba sprawdzić, czy lekarz miał racje ;)).

Bardzo miła lektura. Budująca przede wszystkim :) Nie jest poradnikiem o tym jak realizować marzenia. 'A właśnie, że tak' ukazuje zwykłych ludzi, którzy kiedyś odpuścili i teraz żałują, próbując jednocześnie (z mniejszym lub większym skutkiem) zrealizować dawno pogrzebane nadzieje na sukces i szczęście.
Jak to ma się do mnie? Trudno mi określić o czym ja marzę. Mam kilka cichych i osobistych marzeń, takich niewielkich. Po nazwie bloga można domyśleć się o czym marzyłam. Z czasem to zmienię, może w październiku, gdy ustosunkuję się do tego pragnienia o medycynie. Czasami mam takie wrażenie, że nie każde marzenie jest na prawdę nasze. Kształtuje nas otoczenie, ono wpływa na nasze plany i zamiary... Można pomyśleć, że przemawia przeze mnie w tym momencie strach. Ja tak nie uważam. Raczej jest to większa i wciąż rosnąca świadomość siebie.
O swoich planach (tych dotyczących studiów) napiszę później, jak wszystko się wyklaruje. :)

piątek, 13 lipca 2012

Robin Cook - Marker

Robin Cook 'Marker'

Na początku książka zapowiadała się dobrze. Zbrodnia 'doskonała', kilkunastu denatów i tytułowy marker... W momencie, gdy Laurie - główna bohaterka, lekarz medycyny sądowej, dowiedziała się, że jest w ciąży, czyli w 1/4 lub 2/3 treści przewidziałam dalszy ciąg wydarzeń. Oczywiście z pewnymi drobiazgami, ale główny zarys zgadzał się z moimi przeczuciami. A miałam nadzieję, że Cook mnie zaskoczy! Nie jestem zadowolona. Dotrwałam do końca, niecierpliwie, jak dziecko wyczekujące na łakocie, i nic! Żadnej niespodzianki ;( Takie pitu pitu o medycynie sądowej, AmeriCare, meczach koszykówki i węgierskiej idiotce.

Można poczytać, ale jakoś nie zachwyca. Bynajmniej mnie...


środa, 11 lipca 2012

Książkowo.

Będzie długo. Może nudno.. Sorry.

Jak można zauważyć w kolumnie po lewej w moich czytanych zmieniła się jedna książka. Caught  Cobena zastąpił Marker Robina Cooka. Nie żebym przeczytała tamtą książkę. Odłożyłam ją na później, ponieważ strasznie męczy mnie czytanie jej. Nie jestem aż tak dobra z angielskiego, żeby móc czytać bez problemu angielskojęzyczne książki. ;/ Raz przebrnęłam przez kilkadziesiąt stron i wiedziałam o co mniej więcej chodzi. Podczas lektury co jakiś czas wypisywałam słowa, których nie znam albo określenia, do których mam wątpliwości. Po sprawdzeniu tego wszystkiego w słowniku mina mi zrzedła, książka poszła w odstawkę.. Może kiedyś. Kilka słów potrafi zmienić w pewnym stopniu sens..

Coben dołączył do grupy kilku książek, które czytam na raty, bądź mam zamiar doczytać później.
Teraz no. 1 jest Marker. Czytam od wczorajszego popołudnia, za mną jakieś 2/3 książki. Nie mogę znieść tego wrażenia, że wiem jak dalej potoczy się akcja. Drażni mnie to przeczucie przewidywalności.. Mam nadzieję, że autor mnie zaskoczy :) I pewnie tak się stanie. Oby .. :)

Kolejną książkę, która widnieje na liście czytam ostatnio z doskoku. Mój M. ciągle pyta się czy już ją przeczytałam i ciągle otrzymuje odpowiedź negatywną. Cóż Moja droga do mistrzostwa nie jest lekką książką dla mnie. Nie jest to powieść.. Ma formę rozmowy pomiędzy obojgiem autorów. Zmusza do refleksji... Także gdy ja się bardziej nad czymś zacznę zastanawiać i przekładać to na moje życie... to przeważnie jakiś motyw bardzo kłuje mnie w serce, w moje wewnętrzne ja i odkładam książkę na później.

Tak wygląda moje czytanie. Kilka książek z zakładkami powtykanymi między strony. Czytane zależnie od stopnia ciekawości bądź mojego humoru :))

piątek, 6 lipca 2012

Kierunki studiów. Wybory, wybory..

Zastanawiam się nad kierunkiem studiów. Czytam o nich i suche fakty, i opinie (te złe i te dobre)... Nie wiem na co się zdecydować. Głowa pęka od tego ...

;-)